Budzę się dzisiaj trochę wcześniej niż zwykle. Czuję, że coś mnie uciska i jakoś mi mniej wygodnie. Po chwili namysłu, w poszukiwaniu bardziej wygodnego miejsca, zaczynam się przesuwać. Strasznie tu ciasno! Stwierdzam, że chcę się stąd wydostać. Zupełnie nie wiem, jak mam to zrobić. Słyszę, jak Mama mówi do Taty: "Kochanie, chyba się zaczyna". Tata przytula się do Mamy, a mnie zaczyna delikatnie głaskać. Słyszę znajomy głos Rodziców. Robię się spokojniejszy. Czuję się jak dawniej, za starych czasów.
Ale co to? Znowu ściska. Mama zaczyna swoje specjalne oddychanie. I znowu jakoś mi lepiej. Tata mówi, że on się zajmie mierzeniem czasu. Mama się uśmiecha i mówi, że to jeszcze za wcześnie. Skurcze są słabe, a odstępy między nimi długie. Mama zjada małe śniadanko i nuci moją ulubioną kołysankę. To mnie bardzo uspokaja. Mamę też. Ściskanie pojawia się raz na jakiś czas. Czuję, że wtedy moje serduszko prawie przestaje bić. Dzieje się tak na szczycie skurczu. Szyjka macicy rozwiera się a moja główka przechodzi coraz niżej przez kanał rodny. Boję się. Mama mówi, że to za sprawą adrenaliny. To taki hormon, który potem pozwoli mi się lepiej przystosować do innego życia na zewnątrz.
Wędruję wciąż niżej kanału rodnego. Moja główka naciska na szyjkę macicy. To ułatwia jej rozwieranie. Z każdą chwilą coraz bardziej moja główka wchodzi w głąb szyjki. Czuję się, jakbym zakładał sweter ze ściągaczem. Ściskanie jest coraz mocniejsze. Słyszę dziwne dźwięki. Mama mówi, że to tak, jakby kilkakrotnie ściskać dłońmi zasłonięte uszy.
Moja główka jest bardzo ściskana. Największy nacisk czuję na tył główki. Na szczęście nic mi z tego powodu nie grozi. Moje kości są bardzo miękkie, a szwy czaszkowe niezrośnięte. Teraz, kiedy się rodzę, kości mojej czaszki poruszają się (przemieszczają się?). Dzięki temu moja główka dopasowuje się do "formy", jaką jest kanał rodny.
Szyjka macicy wciąż się rozwiera. Trwa to już strasznie długo. Jestem zmęczony. Mama dba o mnie jak może. Rozmawia ze mną, głaszcze mnie i ustawia się w różnych dziwnych pozycjach. Pomaga mi to w przesuwaniu się niżej. Teraz czekamy, aż kanał rodny będzie wystarczająco szeroko otwarty. Musi się w nim zmieścić najpierw główka, a potem całe moje ciałko.
Jest mi bardzo ciasno. Coraz bardziej. Słyszę, jak Mama mówi do Taty, że pękł pęcherz płodowy. Woda, w której do tej pory pływałem wycieka. Zostałem unieruchomiony! Zniknęła cała woda, która umożliwiała mi poruszanie się. Położna mówi, że teraz już będzie "z górki". Faktycznie czuję się jakbym zjeżdżał z górki, ale jak długo to jeszcze potrwa?
Ściskanie jest niemal bez przerwy. Jest mi bardzo ciasno. Schodzę w dół. Jejku, co to? Zaczynam się obracać. Ale dziwnie się czuję! Dzięki temu idę coraz niżej. Czuję tak, jakbym przebijał głową mur.
Nagle ogromna siła spycha mnie jeszcze niżej. Mama mówi, że pojawiły się skurcze parte. Część mojej głowy jest już na wierzchu. Na zewnątrz widać moje włoski. Teraz powoli pojawia się również moja twarz. Urodziła się cała moja główka! Czuję, jak Mama mnie dotyka. Głaszcze mnie po świeżo urodzonej głowie. Ten moment jest bardzo przyjemny. Dodaje mi otuchy na dalszą drogę. Teraz musi się urodzić reszta mojego ciała!
Wykonuję ruch śrubowy. Widać już moje jedno ramię. Za chwilę pojawia się drugie.Kolejna wielka siła wypycha na zewnątrz moje rączki, brzuszek, pupcię i nóżki. Jestem już cały.
Urodziłem się!!! Witaj mój nowy, ogromny świecie!
Daria Żarczyńska, psycholog